Recenzja horroru

Horror House That Screamed, The

House That Screamed, The

Tytuł oryginalny:

La Residencia

Reżyseria:

Chicho Ibáñez-Serrador

Scenariusz:

Chicho Ibáñez-Serrador, Juan Tebar

Obsada:

Cristina Galbo, Lili Palmer, John Moulder-Brown, Mary Maude, Pauline Challoner

Kraj:

Hiszpania

Rok produkcji:

1969

Czas trwania:

98 minut

Horror La Residencia - zdjęcie 1Horror La Residencia - zdjęcie 2Horror La Residencia - zdjęcie 3Horror La Residencia - zdjęcie 4Horror La Residencia - zdjęcie 5Horror La Residencia - zdjęcie 6

"La Residencia" to niezwykle ważny film dla rozwoju gatunku. Koncept, na którym go oparto (tajemniczy morderca w szkole dla dziewcząt) został później użyty zarówno w "Suspirii" Dario Argento jak i w wielu tzw. sorority slasherach (np. "Pieces" Juana Piquera Simona). Faktycznie uważny i obeznany z gatunkiem obserwator w mgnieniu oka dostrzeże wiele podobieństw pomiędzy "The House That Screamed" a stylowym arcydziełem Argento. Można nawet wysnuć śmiałą tezę, iż Dario inspirował się gotyckim dreszcowcem Serradora przy realizacji "Suspirii". Oba filmy niewątpliwie różni styl przedstawiania fabuły (u Argento skądinąd bardziej ekstremalny), ale pewne zbieżności są aż nadto dostrzegalne: niepokojąca atmosfera szkoły, groźne kobiety zarządzające placówką, okrutne morderstwa dokonywane na uczennicach itd.

Koniec XIX wieku we Francji. Osiemnastoletnia Theresa (urzekająca Cristina Galbo, przypominająca mi pod wieloma względami Suzy Banyon z "Suspirii") przybywa do elitarnej szkoły dla dziewcząt. Szybko okaże się, iż w akademii uczą się dziewczyny odrzucone, sprawiające kłopoty wychowawcze, niechciane. Placówką zarządza pani Fourneau (Lili Palmer), która za pomocą jednej ze studentek, Irene (Mary Maude), wprowadza pośród pozostałych uczennic żelazną dyscyplinę. Sama Irene przewodzi grupie młodych lesbijek, a te metodami psychicznego oraz fizycznego terroru egzekwują posłuszeństwo innych dziewcząt wobec surowej pani Fourneau. W szkole od pewnego czasu mają miejsce dziwne zdarzenia: znikają z niej w tajemniczych okolicznościach uczennice. Przypuszcza się, że uciekły, dlatego budynek szkolny jest nocą dokładnie zamykany. Zagadkowe zniknięcia trwają jednak nadal, a po mrocznych korytarzach zdaje się krążyć ktoś ogarnięty żądzą zabijania...

Chicho Ibánez-Serrador należy do najwybitniejszych hiszpańskich twórców kina grozy. Jego drugi horror "Who Can Kill a Child?" (1976) zyskał sobie uznanie wśród najbardziej fanatycznych zwolenników europejskiego horroru. I tym razem Serrador po mistrzowsku opanował sztukę budowania nastroju grozy i tajemnicy, ograniczając przy tym stosowanie makabry do niezbędnego minimum. "La Residencia" to zaiste mistrzowski horror łączący w sobie atmosferę grozy rodem z gotyckich produkcji Hammera z mrocznymi, jeżącymi włosy na głowie widza sekretemi, wywodzącymi się z raczkującego wówczas włoskiego nurtu giallo. Wielu może razić dość powolne jak na dzisiejsze standardy tempo akcji, ale pozwala ono na dokładny rozwój postaci, z którymi oglądający szybko zaczyna się identyfikować. Na wzmożoną uwagę zasługuje świetna gra aktorska z dominującą rolą Lili Palmer. Madame Fourneau bezlitośnie każe swe młodziutkie podwładne za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie, zaciekle walcząc z budzącym się w dziewczętach seksualnym pożądaniem. Serrador szybko ujawnia jej hipokryzję poprzez niedosłowne zaakcentowanie jej kazirodczej miłości do przystojnego nastoletniego syna o imieniu Luis. Wspomaga ją zimna piękność Irene, która odnosi się do nowego nabytku szkoły, Theresy, z fałszywą sympatią. W filmie doświadczymy wielu niezapomnianych momentów totalnej grozy: scena brutalnego morderstwa na jednej z uczennic w ogrodzie, próba ucieczki Theresy ze szkoły tuż po zmroku, mrożące krew w żyłach ujawnienie personaliów mordercy na okrytym całunem ciemności poddaszu. Szczególnie ta pierwsza przytoczona przeze mnie sekwencja tchnie cudownym artyzmem i jest jedną z najpiękniejszych (tak, nie waham się użyć tego słowa!), najbardziej stylowych i zarazem najbardziej szokujących scen morderstw, jakie kiedykolwiek me oczy widziały. W toku jej trwania Serrador używa ciszy, słychać jedynie smutne dźwięki pianina, gdy ostry nóż przecina w zwolnionym tempie gardło przestaszonej dziewczyny. Ogólnie rzecz biorąc, "La Residencia" jest horrorem pięknym i wysmakowanym wizualnie, zachwyca intrygujące operowanie barwmi, odbierają oddech stylowe ujęcia kamery, a perfekcyjny montaż dopełnia całości.

Horror pochodzącego z Urugwaju reżysera można interpretować na wiele sposobów. Pokazane są w nim tłumione seksualne potrzeby praktycznie każdej postaci, od represjonowanych dziewcząt począwszy, a na pani Fourneau i jej nastoletnim synu skończywszy. Dla przykładu Luis podgląda uczennice biorące zbiorowy prysznic patrząc przez przewód wentylacyjny. Jego rodzicielka chroni i kocha go więcej niż rodzicielską miłością, ostrzegając chłopca, iż żadna z owych dziewcząt nie jest warta jego osoby. Mówi mu wręcz, że musi czekać na właściwą kobietę, która będzie darzyć go uczuciem... tak jak matka. Z kolei sadystyczna Irene używa seksu do kontrolowania pozostałych uczennic. Ma ona dostęp do napalonego robotnika i decyduje, która z pożądających erotycznego kontaktu dziewczyn będzie miała przywilej udania się do niego na seksualne rendez-vous (sama preferuje towarzystwo osób tej samej płci). Pełną kontrolę nad szkołą sprawuje pani Fourneau (wyraźna metafora reżimu generała Franco), ale kiedy jeszcze przed przyjazdem Theresy zaczynają znikać pierwsze studentki, jej pozycja z czasem ulega zachwianiu. W końcu Fourneau zarządza zablokowanie wszystkich okien i drzwi tym samym zamieniając budynek w więzienie. Odbiera przy okazji liczne przywileje Irene, a to samo przez się staje się zarzewiem upadku jej autorytarnego systemu. Z mojego wnioskowania wynika więc jasno, że "The House That Screamed" można potraktować jako swoistą polityczną metaforę wydatnie krytykującą totalitaryzm.

Abstrahując od moich interpretacyjnych dociekań, "La Residencia" sprawdza się jako pełen grozy horror, który parokrotnie przyśpieszy widzowi tętno. Niestety nie jest to tytuł łatwy do zdobycia, ale poszukać i obejrzeć go bezwzględnie warto.

Ocena: 5+/6

Autor: Embalmer